Ryba pruje się od głowy
Wysłane przez admin w dniu 27/01/2012 o godz. 09:51
Trudno nie zauważyć, że oglądany od kilku dni spektakl ma w sobie logikę, która oglądana była w różnych zakątkach świata, w różnym natężeniu już nie jeden raz. Schemat można w skrócie przedstawić następująco. Oto okazuje się, że władza, która w niewzruszonym niczym stylu rządzi od lat, traci kontakt z rzeczywistością i zdolność obiektywnej oceny nastrojów społecznych. W związku z tym fasuje obywatelom jakiś mega prezent, który adresatom niezbyt albo i wcale się nie podoba, czemu daje, początkowo dość nieśmiało wyraz. W efekcie władza jasno i stanowczo daje do rozumienia, gdzie ma opinię społeczeństwa i posuwa się do gróźb („nie poddamy się szantażowi!”).
Skutkiem takiego zachowania jest najpierw zdecydowany wzrost napięcia z nieśmiałymi próbami reakcji, owocujący szczególnie widocznymi przejawami arogancji ludzi władzy („Dziękuję panom [i paniom] hakerom za test strony MSZ”.) a następnie wybuch. Tego, co dzieje się i pewnie jeszcze dziać się będzie na ulicach naszych miast, w kontekście Kielc a jeszcze bardziej Poznania, nazwać inaczej nie można.
Z tego wybuchu zaś bierze się panika. Jeśli wierzyć przekazom medialnym, za posiedzeniu rządu wszyscy byli „krytycznie nastawienie do ACTA” a jakiś rządowy ekspert oświadczył, ze wali to i idzie sobie. Tak usłyszałem w „zaprzyjaźnionej stacji” i od razu do głowy przyszła mi myśl „To kto, do cehauja, wcisnął nam ten podpisany „szit”?!!!!. Za co ta banda palantów bierze kasę?!!!” Tu przy okazji ujawnił się kawałeczek drobny tego mechanizmu, którego drugi koniec był w tych butelkach rzucanych w siedzibę „lepszej drużyny”. Ale wróćmy do paniki. W ekipach, które nagle ze stanu „jesteśmy najlepsi, wszyscy nas kochają, wolno nam wszystko” zjeżdżają do pozycji embrionalnej w okolicy parapetu, gdy wokół lecą szyby, pierwszym, i uważanym za załatwiający sprawę jest rzucenie wkurzonym jakiegoś ochłapu. Wytypowanego naprędce politycznego truchła.
Jak usłyszałem i wyczytałem, do tej roli sposobiony jest ponoć pan Minister Zdrojewski. (…)
Problem w tym, że jak dotąd nazwisko to wcale albo z rzadka tylko pojawiało się w kontekście ACTA. Było schowane za twardą miną Admina1 czy za bredzeniem pana Boniego. Zatem może się stać tak, jak stało się, gdy Ludwik XVI rzucił tłumowi Bruno Neckera. Nie chodzi mi o to, że Anonimowi zaraz poleca zdobywać jakąś Bastylię. Raczej o to, że odczytają rzecz całą jako dowód na to, co o nich myśli pan Donald Tusk.
Przy okazji pozwolę sobie zauważyć, że ten krzywy „dialog władzy ze społeczeństwem” odbywa się głownie na linii Platforma – jej najbardziej żelazny elektorat. I jeśli w wyniku tego „dialogu” ktokolwiek ucierpi, to raczej nie cała klasa polityczna. Tylko ta ryba, która pruje się właśnie w sposób spektakularny. I to pruje się od samej głowy. (rosemann)
Kategoria: Co tam Panie w koalicji, Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą | Brak komentarzy


